Nie pamiętam kiedy ostatni raz na poważnie grałem w Black Desert Online.
To był prawdopodobnie weekend. Zalogowałem się, odkryłem, że mój wynik w sprzęcie spadł na pierwszych trzech stronach rankingów, nie rozpoznałem ani jednej nazwy w mojej gildii, nie mogłem umieścić żadnego z dużych graczy na serwerze. Patrzyłem na moją postać przez kilka sekund, po czym się wylogowałem. Nie dlatego, że się nudziłem. Ponieważ wiedziałem – nie mogłem już nadążyć.
To uczucie nie było rozczarowaniem. To było bardziej jak stanie w miejscu, które dobrze znałeś, i uświadomienie sobie, że zamki zostały zmienione.
CO MI DAŁO BDO — I O Cenie, o której nigdy nie wspominano
Black Desert Online to dobra gra. Nigdy w to nie wątpiłem.
W tym świecie był prawdziwy wiatr, światło zmieniające się w czasie, pył unoszący się z tętentu kopyt, gdy galopowałeś przez otwarte równiny. Sufit walki był absurdalnie wysoki, a kiedy kombinacje wskoczyły na swoje miejsce, było to uczucie, jakie niewiele gier kiedykolwiek dorównywało.
Ale poczucie bycia bohaterem BDO miało swoją cenę.
Twój ranking w tabeli liderów. Twój wynik w sprzęcie. Twoja gildia stoi. Te liczby oznaczały twoje istnienie w tym świecie. Pomiń codzienne logowanie, Twoja ranga spadnie. Nie szlifuj swojego sprzętu, świat przestanie Cię zauważać. Jeśli przegapisz ważne wydarzenie, będziesz tylko postacią drugoplanową. BDO nigdy nie powiedziało tego na głos, ale cały system po cichu wysyłał tę samą wiadomość: Twój czas to Twoja waga na tym świecie.
Byliśmy wtedy młodzi i jedyną rzeczą, której było nas za dużo było czasu. Więc zapłaciliśmy.
WTEDY DOROŚLIŚLIŚMY
Black Desert Online wystartowało w Korei w 2015 roku. Minęło jedenaście lat.
Większość pierwszej fali graczy ma teraz pracę, rodziny, niektórzy mają dzieci. Ludzie, którzy grali od trzeciej po południu do drugiej w nocy, teraz, jeśli mają szczęście, mają może godzinę przed snem. Ludziom, którzy kiedyś przez tydzień uprawiali ziemię, goniąc za bronią pomarańczowej, teraz stwierdza się, że ich mózgi drętwieją po pięciu minutach mielenia.
To nie tak, że przestaliśmy kochać gry. Po prostu nie było nas już stać na taką cenę.
Próbowałem wrócić.
Najpierw był Black Desert Mobile — pomyślałem, że wersja na telefon będzie bardziej wybaczająca. To nie było. Zgrzyt był identyczny; jedyna różnica polegała na tym, że przeniosłem hodowlę narzędzi z biurka do łazienki. Następnie od razu kupiłem konto na wysokim poziomie, myśląc, że mogę pominąć wczesną fazę gry i przejść od razu do części, których naprawdę chciałem. Konto dotarło. Zalogowałem się. Mój ekran był wypełniony powiadomieniami systemowymi i terminologią dotyczącą zmiany biegów. Moja gildia była pogrążona w rozmowie na temat aktualizacji zawartości, o której nic nie wiedziałem.
Nie mogłem nadążyć. W ogóle.
Sprzedałem konto.
To był moment, w którym w końcu się do tego przyznałem: nie chodzi o to, że nie miałem czasu. Chodziło o to, że ten gatunek przestał pasować do mojego życia. Gry MMORPG wymagają ciągłej obecności — a życie, jak się okazuje, na ciągłą obecność nie pozwala. Rodzaj nieprzerwanego zaangażowania, jakiego wymagają, jest zasadniczo nie do pogodzenia z niepełnymi godzinami pracy, które faktycznie pozostawiają praca i dorosłość.
Wiele osób pożegnało w ten sposób całą erę gier. Cicho. Bez ceremonii.
NIE OCZEKIWAŁEM DUŻO OD CRIMSON DESERT
Kiedy po raz pierwszy ogłoszono „Crimson Desert”, moją szczerą reakcją były podejrzenia.
Kolejna koreańska gra online? Więcej szlifowania? Więcej rankingów?
Ale po uruchomieniu zdałem sobie sprawę, że jest to gra dla jednego gracza. Pearl Abyss stworzyło ją jako rozgrywkę dla jednego gracza — nie jest wymagana ciągła obecność w Internecie, brak rywalizacji z innymi graczami, brak konieczności czyszczenia kalendarza, aby zachować poczucie istnienia w świecie.
Historia Kliffa czeka na Ciebie. Mijają trzy tygodnie, a on nadal tam jest. Masz dzisiaj tylko dwadzieścia minut – wejdź, zagraj w sekcję, zapisz, wyloguj się. Świat nie zapomni, że tam byłeś. Twoje miejsce w historii nie ulega erozji z powodu pominięcia loginu.
To brzmi jak drobnostka. Dla kogoś, kto od lat był z dala od Black Desert, czuł się, jakby został z czegoś wypuszczony.
ŚWIAT, KTÓRY NIE wywiera na Ciebie presji, to świat, który faktycznie jest Twój
Kiedy po raz pierwszy spotkałem Alustina na Karmazynowej Pustyni, zatrzymałem się.
To imię. Przewodnik alchemika z Black Desert, twarz, która pojawiła się w większej liczbie samouczków dla nowych graczy, niż mogłem zliczyć. Ale ten Austin na kontynencie Pywel nie ma żadnego rodowodu z tym, którego pamiętam – żyje swoją własną historią, stoi na tym samym poziomie co ja i jesteśmy dla siebie obcy.
Firma Pearl Abyss umieściła te nazwiska w grze nie po to, aby opowiedzieć kontynuację historii, ale aby powiedzieć starym graczom coś innego: pamiętamy o Was. Te lata, ten świat, ten czas – pamiętamy.
To mniej przypomina jajko wielkanocne, a bardziej list.
Szedłem dalej. Walczyłem z bossem, walczyłem dobrze, złapałem oddech, wyjrzałem przez okno i uświadomiłem sobie, że minęły dwie godziny.
Dwie godziny bez stresu. Brak śledzenia ilości pozostałego XP. Nie martw się, że przegapisz wydarzenie gildii. Żadnego patrzenia na czyjś wynik w sprzęcie z tym cichym, cichym bólem. Po prostu zagrałem w grę, spodobała mi się i przestałem.
Dla kogoś, kto spędził lata w grach online, to uczucie – po prostu pograło przez chwilę, a potem przestało – było obce. Ale było mi tak wygodnie, że nie czułem się od dłuższego czasu.
CZEGO NIE MOŻE MI DAĆ — I CZEGO JUŻ NIE POTRZEBUJĘ
Crimson Desert nie ma gildii. Żadnego czatu światowego, żadnego momentu, w którym cały serwer zna twoje imię po zabiciu bossa, żadnego szumu o trzeciej nad ranem stu osób wciąż online.
Black Desert dał mi te rzeczy. Naprawdę ich kochałem.
Ale pozwoliłam im odejść – nie dlatego, że były złe, ale dlatego, że jestem teraz w innym momencie mojego życia i ciągła obecność, której wymagają te rzeczy, nie jest już czymś, co mogę zapewnić. Nie da się jednocześnie utrzymać intensywności żywego świata online i prawdziwego życia offline. Większość ludzi ostatecznie wybiera to drugie.
Pearl Abyss spędziło siedem lat, przekształcając coś, co miało być prequelem MMO, w grę dla jednego gracza. Wiele osób nazywało to krokiem w dół.
Nie widzę tego w ten sposób.
Myślę, że to oznacza, że w końcu coś zrozumieli: gracze, którzy byli tam na początku, nie mogą kochać gier tak jak kiedyś. Ale nadal kochają gry.
Uczynienie gry singleplayerem było właściwym wyborem. Czas to zweryfikuje.
Osoby, które kiedyś traciły całe noce na Black Desert Online, teraz mogą spędzić dwadzieścia minut przed snem, spacerując cicho pod wiatrem po Pywelu, a potem iść spać.
Żadnego długu wobec gry. Żaden dług nie jest spłacany.
To wystarczy. To właściwie wystarczy.

